Zamknij

"Szabas w Bibliotece" i mecz w Ojrzeniu

16:00, 21.11.2020 | IWO GAGUŚ GAWLICA
Skomentuj Rafał Kado
REKLAMA

Mimo powtarzających się teraz w listopadzie 2027 roku oznak upadku i katastrofy, u nas ludzie kultury cały czas działają w kulturze i robią kulturę. Na specjalne wspomnienie zasługuje kolejna sesja z cyklu „Szabas w Bibliotece”, z okazji listopada czyli miesiąca Rewolucji Październikowej i wobec ostatnich wydarzeń poświęcona palącej kwestii dekomunizacji.

Audytorium wypełniły kobiety, a więc Publiczność w stu procentach była kobieca. Jak wskazano na wstępie, kluczem do dekomunizacji jest umiejętność rozpoznawania komunistów, którzy są niebezpieczni dla kobiet gdyż podstępnie mieszają im w głowach. Wykład główny wygłosił ekspert od komunistów, liberałów, masonerii i „dżender”, który omówił zagadnienie z pozycji naukowej.

– Komunistę można poznać po cechach szczególnych. Uśmiecha się on w taki sposób (tu prelegent zaprezentował slajdy z uśmiechami komunisty), ma szczególne spojrzenie (na ekranie pokazano spojrzenie komunisty), a także można go rozpoznać po głosie (tu z głośników rozległy się dźwięki jakie wydaje komunista). Przesłanką czy ktoś to komunista jest fryzura. Komuniści strzygą się bardzo krótko, dlatego jak ktoś ma puchate włosy spadające na kołnierz, uszy i oczy, komunistą nie jest, tylko twórcą kultury – stwierdzał ekspert.

Padło także bardzo dużo innych opisów po czym poznać komunistę. M.in. takie, że często oni rozmawiają przez telefony komórkowe, a jak się na nich spojrzeć pod słońce, widać tęczową poświatę. I „dżender” wymawiają z podnieceniem.

W trakcie wykładu wiele kobiet spośród Publiczności wspominało swoje spotkania z komunistami. – Gdy wczoraj jechałam autobusem, nagle spostrzegłam, że stoję obok komunisty. Zaraz odwróciłam się do niego plecami, poszłam na przód pojazdu i wysiadłam na pierwszym przystanku. Wolałam pieszo iść jeszcze dwa przystanki niż jechać jednym autobusem z komunistą – relacjonowała miła uczestniczka wieczoru.

– A ja gdy szłam chodnikiem zobaczyłam, że w moją stronę idzie komunista. Od razu przeszłam na drugą stronę ulicy – powiedziała druga mówczyni.

– A ja szłam Deptakiem i zobaczyłam, że na ławce obok lodziarni siedzi komunista. Obeszłam go szerokim łukiem, a gdy trochę odeszłam, krzyknęłam w jego stronę: – „Jak panu nie wstyd być komunistą! My takich jak pan nie chcemy. Proszę iść precz i nie wracać więcej” – tak mu wykrzyczałam, ale po nim moje słowa spłynęły jak woda, tylko głupio się uśmiechnął.

– Wszystkie Panie postąpiły patriotycznie. Trzeba od komunistów trzymać dystans społeczny, bo każdy z nich nosi ze sobą „dżender”, a co to jest wiadomo. Ale na szczególne uznanie zasługuje Pani, która wygarnęła komuniście prawdę. Gdyby ludzie powszechnie mówili prawdę do komunistów, że ich nie chcemy, na pewno wszyscy oni by szybko wyjechali do mejnstrimu w Brukseli i już by ich nie było. Niech każdy mówi komunistom prawdę żeby sobie wyjechali – zaakcentował prelegent.

W końcowej części wieczoru, jak to się nieraz zdarza, głos spośród Publiczności zabrał znany z kultury osobistej komentator internetowy, autorytet w kwestiach zróżnicowanych. – Uważam, że prelegent niedokładnie omówił temat, dlatego muszę uzupełnić prelekcję i podam metodę ujawniania komunistów, którą wykładowca nie wiadomo dlaczego pominął. Otóż żeby najpewniej ujawnić komunistę, należy badanej osobie zadać zdecydowane pytanie: „Czy jest pan komunistą?” Jeśli zaprzeczy i odpowie w rodzaju: „Ja sobie wypraszam, ja sobie takich pytań nie życzę”, to będzie znaczyło, że na sto procent jest komunistą i z tupetem się sprytnie maskuje. Jeśli zaś potwierdzi i powie na przykład: „Ależ oczywiście, mam w domu portrety Marksa i Lenina, codziennie śpiewam Międzynarodówkę”, będzie na sto procent oznaczało, że nie jest komunistą. To po prostu człowiek z poczuciem humoru. Z kimś takim kobieta spokojnie może umówić się na kawę albo na spacer za rękę. My kobiety musimy uważać gdy dobieramy partnera, dlatego podałem tę metodę demaskowania komunisty, dzięki której sam nieraz uniknąłem randki z komunistą – oświadczył uczestnik wieczoru, notabene także specjalista w dziedzinie treści uwiecznianych przez utrwalenie. Panie na sali od razu słowa koleżanki nagrodziły brawami.

Wśród ważnych wydarzeń należy też wskazać zeszłotygodniowy mecz piłki siatkowej rozegrany w pełnowymiarowej Hali Sportowej w Ojrzeniu. Na wentylowanej płycie wystąpiły drużyny bibliotekarek z miasta i nauczycielek wiejskich z gminy. Oba teamy siatkarek ubrane były w krótkie obcisłe majteczki i bluzeczki. Bibliotekarki miały barwy biało-zielone, a nauczycielki zielono-białe. Kibice przyjęli stroje z sympatią, bo dziś kolor zielony to kolor nadziei.

Zaraz po pojawieniu się w dobrze napowietrzanej z rekuperacją przestrzeni Hali Sportowej, zawodniczki za kolorystykę nagrodzono brawami.

I zaczął się mecz. Cóż to był za mecz! Piłka nad siatką latała jak z pulemiota, podniecenie siatkarek sięgało szczytu. Sędziowie troili się i czworzyli zliczając punkty. W pewnym momencie przystojna nauczycielka o figurze jak trzcina chwyciła piłkę oburącz, szybko podbiegła pod kosz z boku boiska i wyskakując ku koszowi skokiem jaguara, wwaliła ją w środek dziury. Gdy tylko piłka spadła na najnowocześniejszą w powiecie posadzkę Hali Sportowej, zaraz złapała ją bibliotekarka czarująca jak Maryla Wereszczakówna, która jak błysk pobiegła do przeciwległego kosza i wwaliła piłkę w środek otworu. Gdy już z kolei trzecia zawodniczka podjęła piłkę by poszybować z nią do kosza, wtedy sędzia główny zawodów zaczął machać rękami i rozpaczliwie krzyczeć: – Panie Nauczycielki, Panie Bibliotekarki! Tu chodzi o to żeby piłką walić ponad siatką! – wołał sędzia. Więc gra wróciła do normy, lecz podniecone zawodniczki tak szybko biły punkty, że sędziowie nie mogli zliczać i podać wyniku. Wtedy na wniosek Sekretarza Gminy komisja przyznała dwa pierwsze miejsca. Pan Wójt obu drużynom wręczył takie same Puchary za zwycięstwo w meczu. A Pan Burmistrz Sochocina piłkarki z obu teamów obdarował statuetkami z Herbem Miasta, zapraszając na Bal Noworoczny z noclegiem w komforcie nad Wkrą, w towarzystwie męża, partnera lub doraźnego kolegi na jedną noc* (* niepotrzebne skreślić).

To tyle w listopadowym czytadełku. Do następnego razu. Szalom!

Fot. Rafał Kado

(IWO GAGUŚ GAWLICA)

Pochodzi z okresu powojennego. Pamięta wiele premier „Kabaretu Starszych Panów” i pierwszych wydań „Kabaretu Olgi Lipińskiej”. Podziwia dzisiejsze kabarety publiczne na ciechanowszczyźnie z licznym udziałem postaci kabaretowych z miasta i powiatu naszego. Poprawny politycznie – zwolennik The Beatles, YouToube, Wikipedii oraz Portalu PULSU CIECHANOWA.

Iwo Gawlica

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz