Zamknij

Świetny piłkarz i zręczny działacz

10:00, 21.09.2020 | Waldemar Nicman
Skomentuj Biblioteka Feniksa
REKLAMA

Sport był i jest moim życiowym hobby od kiedy sięgam pamięcią. To zatem już prawie siedemdziesiąt lat. Kiedy miałem ich pięć to z wypiekami na twarzy słuchałem w radiu transmisji z Wyścigu Pokoju, a ze swym Tatą chodziłem na mecze piłkarskie, grającego wtedy w B – klasie ciechanowskiego Juranda.

W tymże też czasie nauczyłem się czytać i oprócz książek moją lekturę stanowiły: dziennik „Przegląd Sportowy”, tygodnik „Sportowiec” i miesięcznik „Boks”, które to znajoma pani z kiosku „Ruchu” mi odkładała. Jeśli chodzi o wiedzę sportową to nie miałem sobie wtedy równych na dzielnicy zwanej „Stacją”. Po ukończeniu szkoły podstawowej wyjechałem do Wrocławia by kontynuować naukę w technikum. Spróbowałem czynnie uprawiać sport. Przez prawie pięć lat grałem w koszykówkę i piłkę ręczną w tamtejszym WKS Śląsk. Wielkiej kariery nie zrobiłem, głównie ze względu na kiepskie warunki fizyczne (wzrost 174 cm nie powalał). Jednak dobrze wspominam ten czas bo rywalizacja nauczyła mnie ambicji i twardości życiowej. Przy okazji wygrałem też mocno obsadzony konkurs wiedzy sportowej zorganizowany dla uczniów szkół średnich Dolnego Śląska. Później przez wiele lat już tylko kibicowałem.

Do sportu powróciłem po polskiej transformacji rozpoczętej w 1989 roku. Przez ćwierć wieku pisałem o nim w lokalnych, i nie tylko, mediach. Działałem też aktywnie w sporcie dzieci i młodzieży. Od blisko dekady param się recenzowaniem książek. Napisałem tych recenzji już dobrze ponad sto. Po raz pierwszy trafiła mi się jednak pozycja stricte sportowa. Jestem z tego powodu bardzo kontent. W połowie wakacyjnej laby trafiła do mnie bardzo obszerna, ale równie interesująca książka pt. „Zibi czyli Boniek”.

To biografia największej gwiazdy polskiego futbolu z przedostatniej dekady XX wieku, liczącej się też w Europie – Zbigniewa Bońka. Dotarła do czytelników za sprawą świetnego wydawnictwa ZYSK i SK-A. Jej autorem jest Roman Kołtoń, onegdaj redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego”, a od lat ekspert i komentator futbolu w Polsat Sport. To fachowiec co się zowie. Pisał tę książkę przez przeszło pięć lat, a materiały zbierał znacznie dłużej. Jest ona dopracowana w każdym szczególe i ułożona chronologicznie. Zawiera całe mnóstwo mało znanych faktów z życia Bońka oraz tajemnic futbolowych.

Całość liczy sobie aż… 752 strony, ale czyta się dobrze. Dodatkową atrakcją jest masa zdjęć, których jest… 237 (wraz z wycinkami z gazet). Oprawa miękka, skrzydełkowa nie obniża jakości. Na okładce Zibi w dynamicznym natarciu na bramkę rywali. Cena detaliczna 49,90 zł wręcz zachęca do nabycia. Polecam gorąco wszystkim kibicom sportu, a w szczególności fanom futbolu.

Rudowłosy chłopak znad Brdy

Zbyszek Boniek przychodzi na świat na początku gomułkowskiej „odwilży” w dniu 3 marca 1956 roku. Rodzice oczekiwali córki bo mieli już dwuletniego Romana. Matka chłopców zajmuje się chałupniczo szyciem. Ojciec jest palaczem w przedsiębiorstwie energetyki cieplnej. Ponadto gra w bydgoskich klubach jako obrońca. Jest ciężko. Pod koniec lat 60-tych chłopcy będą mu pomagać w pracy. Zbysio idzie do szkoły. W I klasie wychowawczyni pyta kim chce być jak dorośnie. Odpowiada: „Piłkarzem”. Pani na to: „Nie ma takiego zawodu”. Ten ripostuje: „Jak dorosnę, to już będzie”. Choć zdolny, to nie przykłada się do nauki. W wieku 12 lat zaczyna trenować w WKS Zawisza. Jest mały i drobny. Wielu uważa, że się nie nadaje. On jednak ma ambicje, zadziorność, i serducho do walki, choć od największych jest mniejszy o dwie głowy. W wieku 15 lat jest w kadrze województwa juniorów. Trzy lata później gra w I składzie swej drugoligowej drużyny i dostaje powołanie do kadry Polski U 18. Przez liczne nieobecności zawala pierwszy rok w szkole, a w konsekwencji też egzamin dojrzałości w swym liceum, bo przy tym przydarzyła się też szkolna... miłość. Niebawem jest w kadrze młodzieżowej do lat 23. Kariera nabiera tempa. Interesują się nim czołowe kluby Polski.

„Król” robotniczego Widzewa Łódź

W sezonie 1974/75 jest w Widzewie Łódź, który awansował do ekstraklasy. Na razie nie gra bo kluby się targują. Za to w 1976 roku zdaje maturę w liceum dla pracujących. Niebawem też debiutuje w meczu z Szombierkami w Bytomiu. Pierwszego gola strzela w spotkaniu z ROW Rybnik. Po kilku meczach będzie prawdziwym liderem i królem środka pola w łódzkim zespole. Z Widzewem osiągnie wiele sukcesów. Dwukrotnie mistrzostwo Polski (1981 i 1982). Gra wraz z nim kilka dobrych spotkań w pucharach europejskich. W tym z takimi potęgami jak: angielskie Manchestery: City i United oraz… Juventus Turyn, które to łodzianie eliminują niespodziewanie z rozgrywek. Rozegrał w barwach RTS Widzew 172 mecze ligowe i strzelił w nich 50 bramek. Jest jednym z najlepszych piłkarzy w historii tego zasłużonego klubu.

Gwiazda Juventusu Turyn

W kwietniu 1982 roku Boniek podpisał niespodziewanie kontrakt z Juventusem Turyn, który wygrał rywalizację z AS Roma. Zapłacił on za niego oficjalnie aż… 1,8 mln dolarów, nie licząc wynagrodzenia zawodnika i tego co pod… stołem. To właśnie ogromne pieniądze zadecydowały, że dostał zgodę na wyjazd przed ukończeniem wymaganych 30 lat. Zdaniem Jacka Gmocha zgodę na to dał… Kreml.Tam grał z takimi świetnymi graczami jak: Paolo Rossi i Michael Platini. To trio stanowiło trzon włoskiej ekipy. Z Juve zwanym „Starą damą” zdobył Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy. W Turynie nazywano go „Pięknością nocy”, gdyż najlepiej grał przy sztucznym oświetleniu. W 1985 roku uczestniczył w tragicznym finale Pucharu Europy z FC Liverpool rozgrywanym na stadionie Heysel w Brukseli wygranym 1:0. Na skutek zamieszek śmierć poniosło tam 39 osób. W tym samym roku przeszedł za 3 miliardy lirów do AS Roma. Z nią zdobył Puchar Włoch. Tam też skończył karierę w 1988 roku. Z rodziną został w Rzymie, gdzie z powodzeniem prowadził interesy, ale często przyjeżdżał do Polski.

Z orzełkiem na piersi

W reprezentacji Polski seniorów Zbigniew Boniek debiutuje u trenerskiego maga Kazimierza Górskiego w meczu z Argentyną w dniu 24 marca 1976 roku jako 20-latek. Nie jedzie jednak na IO do Montrealu w tym samym roku. Na stałe zadomowił się w kadrze Jacka Gmocha w trakcie mistrzostw świata rozgrywanych w 1978 w Argentynie. Strzela tam dwie bramki w meczu z Meksykiem. Polacy mimo wielkich nadziei odpadają po II rundzie, a atmosfera w zespole jest kiepska. Apogeum jego kariery przypada na mistrzostwa globu rozgrywane w 1982 roku w Hiszpanii. Jest prawdziwym liderem zespołu Antoniego Piechniczka. Polacy zajmują III miejsce po zaciętym meczu z Francją wygranym 3:2. Boniek jest wybrany do drużyny gwiazd tegoż Mundialu. Dwa razy zostaje najlepszym polskim piłkarzem (1978 i 1982). Ostatnim jego meczem w biało-czerwonych barwach jest spotkanie z Irlandią Północną. Ogółem rozegrał w reprezentacji 80 meczy i zdobył 24 gole.

Kiepski trener i zaradny prezes

Po zakończeniu kariery zdobywa tytuł magistra na warszawskiej AWF. W Italii robi kurs trenerski. W sezonie 1990/91 prowadzi zespół US Lecce występujący w Serie A. Drużyna spada do Serie B. To samo powtarza się z AS Bari w następnym sezonie. Wreszcie Boniek próbuje swych sił w Serie B, gdzie prowadzi ekipę Sombendettese w sezonie 1992/93. Umowa zostaje rozwiązana w trakcie rozgrywek. Od 8 lipca do 3 grudnia 2002 roku jest selekcjonerem I reprezentacji Polski. Pod jego wodzą biało-czerwoni rozgrywają 5 meczy. 2 wygrywają, 1 remisują i 2 przegrywają. Odchodzi na własną prośbę. To najbardziej nieudane eksperymenty w życiu Bońka.

Od roku 2012 jest prezesem Polskiego Związku Piłki Noznej. Dobrym i skutecznym. Polski zespół jest w pewnym momencie szóstą ekipą świata. Ma rękę do szkoleniowców. Jednak jego rządy wygasają jesienią. Pewnie wróci do Rzymu, gdzie mieszka jego małżonka od 1976 roku - Wiesława. Mają troje dorosłych dzieci: córki, Karolinę i Kamilę oraz syna Tomasza. Wszyscy mają podwójne obywatelstwo.

Wielkie ego prezesa Bońka

Rok 2020, a zwłaszcza jego pierwsze półrocze było dla całego świata wielkim wstrząsem ze względu na pandemię koronawirusa. Ucierpieli wszyscy mieszkańcy globu, a także gospodarka i inne dziedziny naszego życia. W tym także sport, a w nim najpopularniejsza dyscyplina jaką jest piłka nożna. Kluby miały kłopoty, a panowie piłkarze przyzwyczajeni do wielkich zarobków musieli nieco zacisnąć pasa. W Polsce też. Jednak gdy tylko pojawiła się możliwość poluzowania ostrych restrykcji prezes PZPN Zbigniew Boniek ze swymi akolitami z zarządu zaczął się mocno wdzięczyć do pisowskiego rządu – premiera Mateusza Morawieckiego i jego ministrów zdrowia i sportu, którzy prawdę mówiąc nie są dla futbolowych działaczy z ich bajki. Interes jednak nade wszystko. W tym miejscu muszę koniecznie dodać, że związki sportowe (w tym PZPN) na równi z areopagiem prawniczym jako jedne z niewielu przeszły przez czasy transformacji ustrojowej suchą stopą. Jeszcze do niedawna było w nich wielu komunistycznych bonzów i esbeckich prominentów.

Sam Boniek nie krył swych sympatii do Unii Wolności, a następnie PO. Nie krygował się zbytnio jeżdżąc na podejrzane wycieczki fundowane przez majętnych funkcjonariuszy byłej SB. Mimo tego prezes Boniek wynegocjował to, że polska liga „odmroziła” się jako jedna z pierwszych w Europie. Ba, najszybciej wróciła na trybuny część kibców. Trzeba przyznać, że prezes jest niezwykle skuteczny. Nie przeszkodziło mu to zaraz po wyborach prezydenckich, kiedy nie wygrał jego kandydat skomentować je tak oto: „Polska to piękny kraj i naprawdę szkoda, że prezydenta wybrali mało wykształceni ludzie ze wsi”. Pan Boniek jest inteligentnym człowiekiem i powinien ważyć słowa. Natomiast piłkarze w większości to najsłabiej wykształcona grupa sportowców. Oni też zabrali głos. Dzielnie wspierał prezesa inny futbolowy as – Wojciech Kowalczyk, który sam ukończył … sześć klas podstawówki, a gdy grał w Legii Warszawa to często przed meczami specjalne komando działaczy musiało go szukać po wszelkich melinach stolicy. Ten poszedł jeszcze dalej mówiąc: „Tego Dudę wybrali wstrętni wieśniacy z ryjami w truskawkach”. Podsumował to „król” strzelców Mundialu 1974 roku, „wyjątkowy” intelektualista, poprzedni prezes PZPN, były senator SLD – Grzegorz Lato, który orzekł: „W Polsce nagminnie łamie się Konstytucję, gdyby to było w USA to by dopiero było”! Wstyd panowie wybitni kopacze futbolówki. I trochę pokory! Pod koniec lipca w „Cafe futbol” w Polsat Sport prezes Boniek całą zasługę wznowienia rozgrywek przypisał sobie i wiernym pretorianom. „Wybitna” skromność!

(Waldemar Nicman)

Legendarny przywódca ciechanowskiej „Solidarności”. Odznaczany przez Prezydenta RP i Prezesa Rady Ministrów – m.in. Krzyżem Wolności i Solidarności. Odznaczony Medalem „Za Zasługi dla Ciechanowa”. Od 30 lat współpracownik mediów lokalnych i regionalnych. Związany z PULSEM Ciechanowa od pierwszego numeru. Pasjami czyta książki – nawet po kilka tygodniowo.

Waldemar Nicman

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz