Zamknij

Ostatni gwizdek zawiadowcy stacji...

11:08, 22.01.2020 | Jowita Rutkowska
REKLAMA
Skomentuj

W 1887 roku w Gąsocinie ukończono budowę drewnianego dworca kolejowego, jedynego piętrowego na trasie Mława – Warszawa, ozdobionego przez cieśli na wzór chat rosyjskich. 

Ów obiekt od początku swojego istnienia budził ogromne zainteresowanie. Przez Gąsocin, zwany niegdyś osadą kolejarską, przebiegała nadwiślańska linia kolejowa, co powodowało, że budynek nie mógł pozostać niezauważony. Przyciągał nawet uwagę sław polskiej literatury. Mówi się, że osobiście podziwiali go: Bolesław Prus, Maria Dąbrowska, Stefan Żeromski, Henryk Sienkiewicz. Być może pobudził nie raz wyobraźnię naszych wielkich pisarzy? Na pewno zainspirował Włodzimierza Haupe, który w 1975 roku wyreżyserował film „Doktor Judym” oparty na powieści „Ludzie bezdomni”. W piętnastej minucie projekcji doktor Tomasz wysiada na stacji w uzdrowisku Cisy, czyli właśnie na dworcu w Gąsocinie, który pięknie prezentuje się podczas kilku filmowych ujęć z obu stron, a w czterdziestej piątej minucie również wewnątrz, gdzie w tamtym okresie funkcjonował lokal gastronomiczny. W budynku służącym mieszkańcom do roku 2008 mieszkały rodziny kolejarskie, działały dwie kasy biletowe, a od strony wsi znajdował się klomb, wokół którego podjeżdżały bryczki, aby odebrać zmęczonych podróżą pasażerów. Było to miejsce tętniące życiem.

Co moglibyśmy poczuć, gdybyśmy przenieśli się w naszej wyobraźni chociażby do roku 1975, kiedy powstawała tutaj ekranizacja słynnej powieści Stefana Żeromskiego? Na pewno usłyszelibyśmy świst zawiadowczego gwizdka, stukot końskich kopyt, nawoływania, gwar dzieci bawiących się w zadbanym parku znajdującym się nieopodal. Poczulibyśmy zapach przygotowywanego w dworcowym bufecie jedzenia. Może mielibyśmy tyle szczęście, że trafilibyśmy na dzień zdjęciowy i spotkalibyśmy Jana Englerta, Annę Nehrebecką, Władysława Hańczę lub Piotra Fronczewskiego…

Dworzec w Gąsocinie to bez wątpienia miejsce klimatyczne, niepowtarzalne i wyjątkowe. Dziś również przyciąga spojrzenia, ale są to niestety coraz częściej spojrzenia smutne, pełne nostalgii i obawy o przyszłość budynku. Kolejna perełka architektoniczna naszego regionu (niedawno wspomniałam o dworze w Koźniewie Wielkim), która nieuchronnie zmierza ku upadkowi. Najbardziej o los stacji zatroskani są najstarsi mieszkańcy Gąsocina, których z tym miejscem wiążą piękne wspomnienia sięgające beztroskich lat dzieciństwa.

Aktualnie z dawnej świetności pozostało niewiele. 143–letni, ledwo już stojący budynek, błaga o litość i szybką interwencję. Niezbędne jest jakiekolwiek działanie lub decyzja, mogące uchronić go przed odejściem w niepamięć. Można byłoby temu zapobiec, ale jak to zwykle z zabytkami bywa, sprawa nie jest prosta, a na pewno jest bardzo kosztowna, gdyż obejmuje zniszczenia od fundamentów, aż po dach. W 2008 roku rozpoczęto pewne przynoszące nadzieję prace, polegające na zabezpieczeniu ścian zewnętrznych. Pamiętam moment, kiedy dworzec opuszczały rodziny mieszkające na piętrze, a wszystkie przynależne do niego budynki gospodarcze oraz jedna ze strażnic kolejowych nieopodal mojego domu zostały wyburzone. Wszystko wskazywało na to, że wraz z modernizacją kolei i on doczeka się lepszych czasów. Niestety działania te nie były kontynuowane, a konstrukcja nie została należycie umocniona. Mówi się, że od drgań wywoływanych przez przejeżdżające pociągi grozi jej nawet zawalenie. Taki stan przejściowy trwa już przeszło 10 lat. W Gąsocinie bilet kupić można w prowizorycznej kasie, mieszczącej się w kontenerze. W przypadku wiadomym i koniecznym do dyspozycji jest toaleta typu TOI TOI, a oczekiwanie na pociąg odbywa się w warunkach ekologicznych i prawdziwie hartujących organizm. Nie o samą wygodę podróżujących jednak tutaj chodzi (choć niewątpliwie miło byłoby gdyby komfort był odpowiedni), ale o uratowanie cennego zabytku. Mieszkańcy Gąsocina mają swoje plany i marzenia dotyczące budynku dworca. Chętnie widzieliby w nim niewielkie muzeum kolei żelaznej, posterunek Policji, punkt pocztowy, a może nawet hotelik z wypożyczalnią rowerów, którymi można byłoby dotrzeć do innych pięknych miejsc w pobliżu. Zapewniam, że jest ich całkiem sporo, o czym sukcesywnie w kolejnych wydaniach Pulsu Ciechanowa

(Jowita Rutkowska)

Z zawodu i powołania nauczyciel. Obserwatorka życia społecznego. Pasjonuje się podróżami, tymi bliskimi i dalekim. Jej drugą pasją jest muzyka. W wolnych chwilach gra na gitarze i śpiewa. Prowadzi scholę dziecięcą w parafii pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe w Gąsocinie.

Jowita Rutkowska

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© pulsciechanowa.pl | Prawa zastrzeżone