Zamknij

Skutki znalezienia mapy przez dr. Kęsika

12:00, 22.12.2019 | Iwo Gawlica
REKLAMA
Skomentuj
Puls Ciechanowa

Właśnie teraz przed zbliżającymi się świętami Wielkiejnocy 2020 roku, zdarzyła mi się przygoda, że nie mogę się powściągnąć by nie podzielić się wrażeniami.
Otóż nigdy bym nie pomyślał, że znalezienie w Petersburgu przez dr. Grzegorza Kęsika mapy starego Ciechanowa z połowy XIX wieku - z zaznaczonym biegiem Łydyni - może wywołać w moim życiu doświadczenie aż ciarki po plecach chodzą. Ale stało się.

Otóż przez kilka wieczorów wpatrywałem się we fragmenty planu z rzeką szeroko płynącą kilkoma odnogami, z rozlewiskami i wyspami oraz jednym jeziorem w swym biegu. Gdy potem zasypiałem, śniła mi się Łydynia i ja pośród jej nurtów i rybaków na krypach łowiących ryby i raki. Aż mnie w końcu naszło by pójść nad rzekę i siedząc w alejce na ławce, popatrzeć na jej dzisiejszy wąski nurt i potęsknić za niegdysiejszym krajobrazem wodnym.

Moja wycieczka nad wodę zupełnie przypadkiem wypadła w przedświąteczną pełnię księżyca późnym wieczorem, gdy nad Łydynią i łąkami nagle zaczęła zapadać wiosenna mgiełka. Usiadłem na ławce, chwilę popatrzyłem w narastającą białość i popadłem w drzemkę. Po chwili wybudził mnie donośny głos: – Panie, co pan tak siedzi? Jeszcze pan wilka dostanie! Może pan wstać i popłynąć z nami na połów? – usłyszałem od strony rzeki. Otworzyłem oczy i dostrzegłem jakąś inną Łydynię, taką wielką, a przy brzegu tuż przy mnie krypę rybacką z czterema rybakami. Wstałem, dałem susa i już byłem na łodzi. Usiadłem na końcu, czterowiosłowa krypa ruszyła na łowiska. Meandrując po zakolach i nurtach między wyspami rybacy wybierali żaki i bębenki. Małe ryby wrzucali do beki, a szczupaki i węgorze osobno do dwóch długich skrzyń z dziurami w klapach. W pewnym momencie popłynęliśmy odnogą do wsi Tatary, ale tylko do miejsca gdzie w dno była wbita tyczka z wiechą. – Dalej nie popłyniemy, taka umowa z Tatarami, że my na wodach u nich we wsi nie łowimy, a oni nie łowią w Ciechanowie – wyjaśnił mi szyper rybackiej łodzi. Więc wybrano przed wiechą saki i wereszki, zawrócono na obszernym zakolu i krypa popłynęła na Jezioro Wielkie Królewskie. Tu także opróżniano mieroże i bębenki, a na koniec pod mostem na grobli popłynęliśmy na zakole gdzie dziś jest stadion miejski. Po wybraniu drygawic okazało się, że beka i skrzynie są pełne, więc nie popłynęliśmy dalej na rozlewiska wzdłuż Płońskiej, tylko łódź ruszyła z powrotem pod most i zatrzymała się przy nabrzeżu strażackim nieopodal dzisiejszego Domu Kultury. Tu na rybaków czekała furmanka w dwa konie, na którą sprawnie po balikach przepchnięto bekę i skrzynie. – Panie, oni zaraz pojadą na stację nadać połów na poranny pociąg do Warszawy. Co dwa dni przysyłają nam telegrafy z austerii i resursy przy wiadukcie Pancera, żeby im ryby i raki z Łydyni wysyłać. Oni nie chcą z Wisły, bo Wisła brudna. Odkąd zrobili tam kanalizację, to ciągle do rzeki leją ścieki. Z wychodków też wszystko wywożą do Wisły. Setki beczek i fur z kloak codziennie wywalają do rzeki. Ryby i raki z Wisły śmierdzą. A od nas z Łydyni wszystko pachnie i zdrowe – mówił do mnie szyper. – Panie, u nas nie ma kanalizacji żeby leciała do rzeki. A z wychodków to wywożą do włościan na grunta. Wybierają z dołów co dwa, trzy lata, to już wszystko przegnite, jak masło, można kroić nożem i smarować. Rybom to szkodzi, ale jak włościanie rzucą w grunt, to u marchewków, rzodkiewków i pietruszków, cebulów i kartoflów, smak jak miód do jedzenia – przedstawiał miły rybak ciechanowski.

Gdy furmanka miała odjeżdżać sympatyczny woźnica spytał czy pojadę z nimi zobaczyć jak ładują na wagon bagażowy. Podziękowałem, gdyż jakoś mnie naszło zmęczenie. Gdy zaraz zaczęło jaśnieć i nastawał brzask poranny, znów wsiadłem do łodzi, a mili rybacy odwieźli mnie tam skąd zabrali. Wyraziłem im wdzięczność, a oni powiedzieli, że następnym razem też mogę z nimi popływać, bo tak mi dobrze patrzy z twarzy i nie jestem nachalny. Opuściłem krypę i zmęczony siadłem na ławie przy brzegu. Szybko mnie sen ogarnął. Nagle poczułem potrząsanie za ramię i głosy: – Panie, co pan tak siedzi? Jeszcze pan wilka dostanie! Może pan wstać i pójść? Oprzytomniałem i ujrzałem dwóch sympatycznych strażników oraz przesympatyczną strażniczkę. Wstałem, podziękowałem za troskę i poczłapałem w kierunku auta stojącego na parkingu przy starym młynie Chuny Wajnsztoka. Odruchowo spojrzałem na zegarek: – Kurde – powiedziałem sam do siebie – jest piętnaście po dwudziestej drugiej, jak siadałem na ławce przed wypłynięciem była równo dwudziesta druga. To jak możliwe, ze tam pływałem całą noc do świtu, a tu dopiero minęło piętnaście minut? Kurde! – tak do siebie powiedziałem. Lecz w tej sekundzie naszła mnie refleksja, że są dziwy, które się filozofom nie śniły. Co my tak naprawdę wiemy o świecie i jaka jest prawda naprawdę?

I od razu postanowiłem znowu usiąść na tej samej ławce w pełnię księżyca w maju o dwudziestej drugiej. Może wespół w podróż wybierze się ta przystojna pani, która się do mnie uśmiecha mile. Będzie nastrojowo razem poczekać na ławce i nocą popływać krypą z rybakami. A ja będę miał świadka, który da świadectwo prawdzie, że to nie halucynacje nawiedzonego umysłu, lecz prawda zgodnie z wartościami. (Notabene, ile bajań uznawanych jest u nas za prawdę!).

A poza tym w Ciechanowie all right! Ludzie cieszą się z rozwoju i chwalą pana prezydenta i panią starostę, oraz panią wiceprezydent i pana wicestarostę. Nie szczędzą słów pochwalnych dla prezesów PEC-u i TBS-u oraz pani dyrektor COEK Studio i dyrektora PCKiSz. A także dla pani wójt z Regimina i wójta z Ciechanowa. Przychodzą także mieszkańcy z gminy Opinogóra Górna i tak relacjonują: – Dzwonią do nas ludzie z innych gmin i mówią, jaką wy dobrą macie panią dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury, jak my byśmy chcieli mieć panią dyrektor jak wy macie – słyszymy od mieszkańców. Ciągle również odbieramy głosy z Pohucia, chwalące sołtysa Gumowa i grupę „Miała Baba Koguta”. Ale nie wszystko co słyszymy od ludzi to pochwały. Zasmucają informacje o niektórych samorządowcach i urzędnikach. Notujemy, co dalej – zadecydujemy po świętach na kolegium redakcyjnym.

I to byłoby na tyle w naszym przedświątecznym czytadełku. Alleluja i Ahoj!

(Iwo Gawlica)

Pochodzi z okresu powojennego. Pamięta wiele premier „Kabaretu Starszych Panów” i pierwszych wydań „Kabaretu Olgi Lipińskiej”. Podziwia dzisiejsze kabarety publiczne na ciechanowszczyźnie z licznym udziałem postaci kabaretowych z miasta i powiatu naszego. Poprawny politycznie – zwolennik The Beatles, YouToube, Wikipedii oraz Portalu PULSU CIECHANOWA.

Iwo Gawlica

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© pulsciechanowa.pl | Prawa zastrzeżone