Zamknij

Pozostały wspomnienia oraz smutek i żal

10:00, 22.12.2019 | Waldemar Nicman
REKLAMA
Skomentuj

Lwów to w obecnych czasach tylko duże, ukraińskie miasto, a dla wielu Polaków, zwłaszcza tych, którzy swe korzenie mają na Kresach II Rzeczpospolitej oraz ich dzieci i wnuków wzruszające wspomnienia.

Mityczny obraz pięknego, polskiego i starego grodu można potwierdzić w literaturze oraz Internecie, bądź też wybierając się tamże na wycieczkę (ja uważam, że każdy Polak powinien tam być choć raz w życiu). Bo to przecież była jedna z najpiękniejszych pereł miejskich przedwojennej Polski. Pod wieloma względami. Osobiście jestem zafascynowany Kresami od wielu lat, właściwie od wczesnego dzieciństwa, choć urodziłem się nad Łydynią, a Rodzice i Dziadkowie pochodzili z Lubelszczyzny. To ona była przedsionkiem do wschodnich terenów II RP. Moje zainteresowania (tak jak pewnie wielu) tymi rejonami zaczęło się od …„Trylogii” Henryka Sienkiewicza. Treści tam zawarte były w tym przypadku bezcenne.

Pogłębiłem swą wiedzę w tym temacie, w znaczący sposób kiedy wyjechałem, jako czternastolatek, w latach sześćdziesiątych minionego wieku dla kontynuowania nauki, na blisko dekadę do Wrocławia. Tamże, w stolicy Dolnego Śląska mieszkała rodzina mej Matki (nomen omen, na początku przy… ul. Lwowskiej, a później o przystanek tramwajowy dalej). To od nich , a także wielu przesiedlonych tam po hekatombie II wojny światowej Kresowiaków dowiedziałem się bardzo wiele o tamtych terenach, a w szczególności o Lwowie właśnie. Z wielką uwagą i atencją wysłuchiwałem ich fascynujących, niezwykle barwnych opowieści wypowiadanych piękną, śpiewną i niepowtarzalną mową. Mówili lekko zaciągając, często ze łzami wzruszenia w oczach. Widać i czuć było jakże mocno ukochali swe rodzinne miasto. Mogę, z całą szczerością stwierdzić, że wtedy jeszcze bardziej polubiłem Lwów (aby nie powiedzieć, że go pokochałem), choć wcześniej nie widziałem go na oczy. Na wycieczkę wybrałem się dopiero w roku 2006. Zobaczyłem piękną, ale mocno zdewastowaną metropolię. Uczyniły to wpierw sowieckie władze, a następnie nic nie robiące wczesno-ukraińskie. Widać było jednak gołym okiem, że posiada ona swą piękną duszę i klimat. I pewnie za to m.in. tak bardzo kochali ją polscy mieszkańcy.

Staraniem Wydawnictwa FRONDA ukazała się na rynku czytelniczym książka pt. „ Ostatnie lata polskiego Lwowa”. Autorami jej są: Sławomir Koper i Tomasz Stańczyk, którzy nie ukrywają swej miłości do tego miasta. Jest ona prawdziwą kopalnią wiedzy o tym pięknym miejscu na ziemi (choć już nie jest ono formalnie polskie). Pozycja jest dość obszerna bo liczy aż 560 stron. Mieści się na nich 28 obszernych rozdziałów i… 195 krótszych podrozdziałów (to ułatwia czytanie). Ponadto znajdziemy w książce 147 unikalnych fotografii: zabytków, osób, gazet. Druk jest duży i czytelny. Oprawa twarda wzmacnia jakość. Uroku dodaje okładka, na której daleka, mała panorama miasta oraz chwytliwe tytuły z czołówek ówczesnej prasy. Cena detaliczna 59,90 zł nie odstrasza. Polecam gorąco wszystkim. Zwłaszcza zaś młodym i Kresowiakom bez względu na wiek. Ważna to i ciekawa pozycja.

Motywy i geneza powstania książki

Czy Polska może istnieć bez Lwowa? Może, bo musi! Ostanie siedemdziesiąt lat udowadnia, że to jest możliwe, ale polska dusza mocno straciła na tej przymusowej secesji. Jak magia miasta pięknego, legendę stolicy polskiej przedwojennej kultury i elegancji, przełożyć na język zrozumiały dla współczesnego pokolenia? We Lwowie mawiano, że gdyby to miasto miało jeszcze rzekę, przypominałoby Florencję, ale niestety – ze względów sanitarnych pod koniec XIX stulecia Pełtew zamknięto w podziemnym kanale. Tymczasem autorom tej książki Lwów kojarzy się bardziej z Krakowem, choć jak zgodnie przyznają – jest od miasta z Wawelem o wiele bardziej urodziwy. Wprawdzie nie ma tutaj Wisły, ani też królewskiego zamku, ale jest podobna zabudowa, na którą składają się i kamienice sprzed wieków, jak też secesyjne gmachy. A do tego jest jeszcze coś niewidocznego i nieuchwytnego dla oka – coś czego nie spotkamy w żadnym innym polskim mieście. Niepowtarzalna atmosfera i duch. Pewnego razu kiedy autorzy tam przebywali podszedł do nich pewien starszy pan, który śpiewną, charakterystyczną polszczyzną udzielił potrzebnych informacji. Odprowadzili go do domu (mieszkał w pobliżu), wreszcie jeden z nich zauważył, że Lwów jest piękny. Wówczas tenże starszy człowiek, nieco obruszony stwierdził, że to rzeczywiście było piękne miasto, dopóki Sowieci go nie opanowali i totalnie zniszczyli. Po ostatniej wojnie Lwów z różnych względów pozostał poza granicami Polski, a w PRL robiono wszystko aby to miasto zniknęło nawet ze świadomości Polaków i ich pamięci. Częściowo się udało. Pozostała jednak w przekazach pokoleniowych, a teraz wróciła ze zdwojoną siłą i mocą. Pielgrzymują doń tysiące Polaków. I to nie tylko tych, którzy mają kresowe pochodzenie. Większość literatury o Lwowie to nostalgiczne wspomnienia, głównie jego dawnych mieszkańców lub ich potomków. Z wiadomych względów, jest to obraz wyidealizowany i często niepotrzebnie upiększany, pozbawiony wad, bo tak właśnie wspomina się krainę szczęśliwego dzieciństwa i młodości. Autorzy poszli jednak inną drogą, przedstawiając ostatnie półwiecze polskiego Lwowa punktu widzenia historyków. Niniejsza książka nie jest podobna do innych o tym ładnym mieście. To rzeczywisty jego, tudzież mieszkańców obraz, bez idealizacji czy retuszu. To ostatnie pół wieku polskiego Lwowa – miasta fascynującego i wspaniałego, ale także takiego, w którym działy się również rzeczy, o których czasami wolałoby się zapomnieć. Prawdziwa i interesując historia oraz pouczająca wiedza.

Czego się dowiemy z pięknej opowieści

A oto tytuły rozdziałów zawartych w książce. Wiedza skondensowana w przysłowiowej pigułce, która daje obraz tego czego się z niej możemy dowiedzieć:1. Panorama Racławicka – „Dyć to nasi”, 2. Skandal w Galicyjskiej Kasie Oszczędności, 3. Saga firmy Baczewskich, 4. Zabójstwo namiestnika Galicji, 5. Lwowskie lata Gabrieli Zapolskiej, 6. Zbrodnia przed Wigilią, 7. Cmentarz na Łyczakowie, 8. Początki polskiej piłki nożnej, 9. Kolebka strzelców i harcerzy, 10. Ostatni bard Lwowa, 11. Lwowscy Ormianie, 12. Obrona Lwowa. Listopad 1918, 13. Pogrom w dzielnicy żydowskiej, 14. Cmentarz Obrońców Lwowa, 15. Hemar i Lem. Tęsknota za Lwowem, 16 Miasto konfliktów, 17. Metropolita Andrzej Szeptycki, 18. Szczepcio i Tońcio na Lwowskiej Fali, 19. Sprawa Gorgonowej, 20. Lwowska szkoła matematyczna, 21. Druga obrona Lwowa. Wrzesień 1939, 22, Dramat lwowskiej konspiracji, 23. Sowiecka lekcja kultury. 24. Krwawe dni Lwowa, 25. Niemiecki mord na polskich profesorach, 26. Rudolf Weigl – pogromca tyfusu, 27. Zagłada lwowskich Żydów, 28. Wygnanie Polaków ze Lwowa. Bibliografia. Indeks osób.

Teraz wypada tylko przeczytać książkę i będziemy wiedzieli wszystko o kochanym przez wielu Polaków Lwowie.

(Waldemar Nicman)

Legendarny przywódca ciechanowskiej „Solidarności”. Odznaczany przez Prezydenta RP i Prezesa Rady Ministrów – m.in. Krzyżem Wolności i Solidarności. Odznaczony Medalem „Za Zasługi dla Ciechanowa”. Od 30 lat współpracownik mediów lokalnych i regionalnych. Związany z PULSEM Ciechanowa od pierwszego numeru. Pasjami czyta książki – nawet po kilka tygodniowo.

Waldemar Nicman

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© pulsciechanowa.pl | Prawa zastrzeżone