Zamknij

Zimowa przerwa świąteczna - Nauczycielskim okiem

13.35, 23.12.2022 Jowita Rutkowska Aktualizacja: 12.38, 30.12.2022
Skomentuj pixabay.com
REKLAMA

„Zbliża się zimowa przerwa świąteczna”. Takie zdanie ostatnio usłyszałam. W pierwszej chwili zabrzmiało ono dziwnie, bo jak to „zimowa przerwa świąteczna”? Że niby jakie to są święta zimowe? Zimowa to może byś olimpiada, kurtka, ferie, ale te święta, to przecież chyba było „Boże Narodzenie”. Wtedy przypomniałam sobie pewien artykuł, który czytałam kilka lat temu.

W wielkim skrócie opisywał on żal katolika o to, że ateiści nie mają prawa do obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia. Przecież skoro ktoś nie wierzy w Boga, to co go w ogóle obchodzą jego urodziny. Też kiedyś miałam w sobie ten bunt, ale obserwując galopującą laicyzację jakoś mi to w ostatnim czasie zobojętniało. Wszak każdy ma wolną wolę, a Boże Narodzenie obchodzone było nawet w magicznym świecie „Harrego Pottera”, co stanowi już totalnie pomieszanie z poplątaniem, bo jest obchodzone narodzenie boga/ Boga, o którym nikt nigdy nie wspomina w żadnym, choćby najbardziej ogólnym kontekście.

Weźmy na warsztat kilka takich „nielogicznych” świątecznych przykładów. Chociażby te piękne, pełne głębi życzenia, żeby karp nie miał ości, choinka była świecąca, Mikołaj trzeźwy, prezenty odlotowe, itp. itd. Moje ulubione to „udanej pasterki, bez żadnej usterki”. Z całego śmietnika tych wyjątkowo kreatywnych życzeń, tylko te ostatnie traktuję serio. Jeśli ktoś kiedyś przygotowywał oprawę muzyczną na pasterkę, ten zrozumie ich sens.

Kolejna sprawa to opłatek. Po co komu niepoświęcony opłatek? Zawsze myślałam sobie, że jeśli jego błogosławieństwo i sens łamania chleba w ogóle są komuś obce, to mógłby wybrać sobie to podziału coś bardziej spektakularnego. Tabliczka dobrej czekolady byłaby ok, albo taka chałwa z wyznaczonymi gotowymi cząstkami, tudzież jakieś fajne ciacha. Też się dzielą i znaczą tyle, co niepoświęcony opłatek. Nie są nawet symbolem.

Kolędy są wypierane przez świąteczne piosenki. Zresztą, jak zrobiłam ostatnio w szkole eksperyment, to okazało się, że dzieci nazywają kolędami piosenki, z tekstem religijnym wprawdzie, ale jednak z kolędami mające niewiele wspólnego. Przy czym znajomość zwrotek ogranicza się do pierwszej, kiedy to historia dopiero się zaczyna.

Pasterka to też w wielu przypadkach jedynie tradycja. Część przychodzi, bo w nocy jest fajny klimat, żeby zobaczyć żłóbek w kościele, przespacerować się po skonsumowaniu wigilijnych przysmaków, zdrzemnąć się. Na tę ostatnią kwestię w tamtym roku wraz z moją scholą znaleźliśmy rozwiązanie. O północy, przed pierwszą kolędą, w kościele rozległ się płacz noworodka. Zrobiło wrażenie. Obudziliśmy wszystkich, mając nadzieję, że poczują iż Bóg naprawdę się narodził.

To tak tylko w wielkim skrócie. Przykłady można by mnożyć. W ogóle nie chodzi mi o to, że skoro ktoś jest niewierzący, to niech zostawi Boże Narodzenie w spokoju. Chociaż może tak byłoby po prostu uczciwie i logicznie. Laicyzacja świąt jest nieunikniona, gdyż idzie w parze z laicyzacją społeczeństwa. Niech już nawet obok Bożego Narodzenia będą sobie te święta zimowe (cokolwiek to znaczy), jednak osobiście wolałabym ich taką wersję, która nie zniekształca w żaden sposób tych pięknych katolickich obrzędów, które odarte z ich prawdziwego sensu stają się boleśnie groteskowe.

(Jowita Rutkowska)

Z zawodu i powołania nauczyciel. Obserwatorka życia społecznego. Pasjonuje się podróżami, tymi bliskimi i dalekim. Jej drugą pasją jest muzyka. W wolnych chwilach gra na gitarze i śpiewa. Prowadzi scholę dziecięcą w parafii pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe w Gąsocinie.

Jowita Rutkowska
 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%