Zamknij

Karbozagadka i sen emerytowanej polonistki

02.17, 16.09.2022 IWO „GAGUŚ” GAWLICA
Skomentuj rys. RAFAŁ KADO
REKLAMA

Rok 2031 to rok wyjątkowy, nabrzmiały zaskakującymi wydarzeniami, sytuacjami, tendencjami, w skali kraju i lokalnie. Teraz w miesiącu wrześniu 2031 nasz mini przegląd rozpoczynamy od wieści z Dziudzianowa. Otóż tamtejsza prasa właśnie podała, że nastąpiła nagła zmiana w notowaniach wyborczych poszczególnych klanów samorządowych.

Na pierwsze miejsce radykalnie wysunął się klan „dzieci w piaskownicy”. Stało się to za sprawą objęcia nad nim patronatu przez dobrych wujków „dobra rada” z Przesłysza i „czujne oko” z Dziudzianowa. Zmiana zachowania „dzieci” na lepsze, i to radykalnie lepsze, została natychmiast zauważona przez opinię publiczną. Coraz częściej słychać nawoływania żeby wobec nowego charakteru klanu, nie nazywać go nadal „dzieci w piaskownicy”, tylko nadać mu nowe miano „dzieci przyszłością narodu”. Coraz więcej ludzi teraz chce przystąpić do teamu, mówi się nawet o 3-krotnym wzroście bazy członkowskiej i 5-krotnym powiększeniu populacji sympatyków. – Gdy w klanie zrobiło się inaczej, liczymy, że przystąpią do niego i wzmocnią swoim potencjałem były poseł Norbert Kołatkowski oraz byli radni Tadeusz Stolarek i Norbert Alberciak – przekazał nieoficjalnie „Echu Dziudzianowa” jeden z sympatyków klanu.

Tyle o sprawach odległej dziudziawszczyzny. Wracamy do naszego podwórka.

W zeszłym tygodniu zagościła u nas ciekawa konferencja naukowa w sprawie rozwiązania problemu węgla. Jej miejscem była Biblioteka na Warszawskiej, a referentami politycy-eksperci z Warszawy. Sesję pt. „Parowozy na tory!” poprowadził Pan Dyrektor Biblioteki.

Panel wystąpień naukowych rozpoczął referat merytorycznie kierunkujący spotkanie. – Otóż żyjemy właśnie teraz w warunkach istnej karbozagadki. Mimo dotychczasowych prób rozwiązania karbozagadki, dalej ona narasta i jej skutki są coraz dotkliwsze. Jak wiadomo nasz kraj wprost jest zasypany węglem, z którym nie wiadomo co robić. W każdym powiecie jest co najmniej kilka tak ogromnych hałd węgla – kęsów, kostki, orzecha i ekogroszku, że węgiel pod własnym ciężarem się lasuje i pyli. Tylko troszkę zawieje wiatr a cała okolica jest zapylona, dzieci ze szkoły wracają z buziami jak górnicy, a gospodynie tylko powieszą pranie na dworze zaraz robi się czarne. A setki kolejnych statków z węglem płyną do naszych portów, następne setki ładują się węglem dla nas na całym świecie – diagnostycznie wypowiedział się pierwszy polityk-ekspert. Drugi zaś wskazał sposób rozwiązania karbozagadki: – Wychodząc na przeciw potrzebie zmniejszenia nadmiernych zapasów węgla, nasza partia ogłasza program „Parowozy na tory!”. Jak wiadomo wprowadzenie do służby dziesięciu tysięcy parowozów wydatnie zmniejszy hałdy. Pozwoli wyeliminować nieekonomiczne lokomotywy elektryczne, które zżerają deficytowy prąd, ciągle droższy i droższy. Elektrowozy więc straciły u nas rację bytu, ich miejsce jest na złomie – stwierdził drugi ekspert-polityk. A trzeci zaraz przybliżył postać pomysłodawcy prezentowanego projektu: – Inicjatorem nowatorskiego planu „Parowozy na tory!” jest nasz Przywódca, który jest bezwzględnie inteligentny. Już jako młody student genialnie obmyślił żeby cyrkówki kąpać w szamponie. Doktorat w wieku dwudziestu trzech lat uzyskał na podstawie wybitnej rozprawy naukowej o atutach gospodarczych pustynnego udzielnego maharadżatu Kabvuru. Równolegle z doprecyzowywaniem omawianego projektu, nasz Przywódca pracuje nad szczegółami współbieżnego funkcjonalnie programu, który zakłada zmniejszanie hałd dodatkowo poprzez upłynnianie węgla do postaci wody mineralnej węglanowej, którą eksportować będziemy do Kabvuru i sąsiednich maharadżatów – usłyszało Audytorium od polityka.

Podsumowując przesłanie sesji ostatni z zabierających głos polityków-ekspertów zaakcentował: – Eksport wody mineralnej tylko węglanowej, a nie jak to popularne wodorowęglanowej, jest szczególnie cenny, gdyż nie powinniśmy eksportować wodoru w wodzie, bo wodór jest nam teraz bardzo potrzebny w kraju – z naciskiem naukowo stwierdził polityk.

A teraz z ostatniej chwili. Wczoraj odwiedziła naszą Redakcję emerytowana polonistka ciechanowska, która opowiedziała swój najnowszy sen. – Ujrzałam we śnie zagubione proroctwo z pierwszej księgi „Dziadów” Mickiewicza. Zobaczyłam na polanie wśród starych dębów tłum szamanów Wschodu, którzy w księżycową noc zaklepywali dla Polski długą i mroźną zimę. Pomiędzy szamanami był też Wernyhora, który jako dziad tamtejszy okazał solidarność z szamaństwem wschodnim. Widziałam jak na łąkę przybywa Gustaw i zaklina szamanów by nie zaklepywali dla nas ciężkiej zimy. Pogonili go krzycząc „a kysz, a kysz”. Następnie po promieniu księżyca na motorynce zjechała Balladyna, której interwencję zakrzyczano „paszła won baba”, i Balladyna na motorku odjechała w czeluść lasu. Pojawił się zaraz Mistrz Twardowski, próbując sztuczek przeciw zaklinaniu zimy, ale nie wskórał z szamanami nic, bo na wschodnich szamanów nie działają zachodnio-chrześcijańscy mędrcy, a na naszych magów szamani Wschodu jak pokazuje życie działają a juści. Na polanę zaraz potem przybył Maćko z Bogdańca, tylko się nasłyszał huczenia i buczenia, po czym zniknął. Pojawiła się też zachodnia pomoc, w kolejności przybywali Arsen Lupin, James Bond oraz Rambo, ze skutkiem analogicznym - wschodnie dziady pogoniły ich won. Na koniec dostrzegłam Chochoła z Bronowic koło Krakowa ze złotym rogiem na sznurku. Chwycił róg oburącz, wydął policzki jak banie, z furią zadął i szamani na chwilę oniemieli, ale zaraz Guślarz zrobił wschodnie szurum-burum i Chochoł zniknął choć głos rogu trwał dalej, lecz nie róg grał a to echo grało. I wtedy się przebudziłam cała zziębnięta. Coś jest na rzeczy z tym proroctwem, bo kruki i wrony teraz podniecone stadami kraczą nad głowami ludzi, i jakby się wyrajały odlecieć na południe w kierunku Węgier, gdzie będzie cieplej, a zwierzęta przecież moją dar przeczuwania. Idę zaraz kupić dwadzieścia bawełnianych podkoszulków, będę się ubierała na „cebulkę” i nie przemarznę w nocy – mądrze rzekła emerytowana polonistka szkolna, pożegnała się i poszła kupić podkoszulki na zimę.

To tyle. Ajwaj, ajajaj!

IWO „GAGUŚ” GAWLICA

(IWO „GAGUŚ” GAWLICA)

Pochodzi z okresu powojennego. Pamięta wiele premier „Kabaretu Starszych Panów” i pierwszych wydań „Kabaretu Olgi Lipińskiej”. Podziwia dzisiejsze kabarety publiczne na ciechanowszczyźnie z licznym udziałem postaci kabaretowych z miasta i powiatu naszego. Poprawny politycznie – zwolennik The Beatles, YouToube, Wikipedii oraz Portalu PULSU CIECHANOWA.

Iwo Gawlica

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%