Zamknij

Krzyś Kowalski - Dusza Człowiek - wspomnienia Waldemara Nicmana

10:00, 22.01.2021 | Waldemar Nicman
Skomentuj TM
REKLAMA

Był historyczny przełom lat 80. i 90. minionego wieku. Ja byłem wówczas robolem na kierowniczym stanowisku w ciechanowskiej filii FSO i szefowałem lokalnej „Solidarności”, tudzież próbowałem nieporadnie uprawiać dziennikarstwo wydając Informator Ciechanowskiej „S”. Natomiast Krzysztof Kowalski był początkującym redaktorem organu KW PZPR „Tygodnika Ciechanowskiego”, po studiach na Uniwersytecie Warszawskim.

Wśród kierowanej przeze mnie robotniczej stricte „S” gazeta postrzegana była jako reżimowa. Ja jednoznacznie się z tym utożsamiałem, tym bardziej, że często od niej po d… dostawałem. Była właściwie jedyna na ubogim rynku medialnym i można rzec, że się panoszyła. Choć komuna trzęsła się w posadach to „TC” broniło jej jak niepodległości. Po 30 latach niewiele się zmieniło w tejże gazecie (kadrowo też) mimo tego, że jedynie słusznej partii dawno nie ma, a komunizm przeszedł do historii jako system ludobójczy. Odradza się jednak neomarksizm, a może lewacko-liberalny ustrój (jak zwał tak zwał) promowany przez „TC” z lubością, a chłopcem do bicia jest PiS.

Po tym przydługim wprowadzeniu wracam jednak do śp. Krzysztofa. Wiosną 1990 roku w sali konferencyjnej rodzimego Urzędu Wojewódzkiego odbywało się burzliwe spotkanie Komitetów Obywatelskich „Solidarność” województwa ciechanowskiego. Obsługiwał je medialnie Krzysiek Kowalski. Nie znałem go. Ktoś mi go pokazał. Nie wyglądał na fundamentalistycznego bufona z reżimowej gazety. Raczej na dobrotliwego misiaczka. Napisał obszerny tekst pt. „Demokracja rodzi się we wrzasku”. Adekwatny do tego co się działo na zebraniu. Wnikliwy i obiektywny. Bardzo rzetelny. Jakże różny od artykułów Jego towarzyszy z redakcji. Przede wszystkim trzech pretorianów odchodzącego do lamusa ustroju: Ryszarda Maruta – redaktora naczelnego, Włodzimierza Dżbika – redaktora prowadzącego, który dołączył do ekipy „TC” później i szybko zaczął szykanować Krzyśka głęboko ingerując w Jego teksty, próbując Go w ten sposób nawrócić na antysolidarnościową, a następnie antypisowską linię programową prezentowaną chorobliwie przez ten tygodnik o rodowodzie stricte komunistycznym, tudzież Stefana Żagla – czerwonego gwiazdora lokalnego medium. Od tamtej chwili czytałem Krzyśka teksty. O czym by nie pisał to było widać staranność i rodzący się profesjonalizm. Był po prostu inny od reszty. Rzetelny i wiarygodny.

Zauważyłem, że bardzo rzadko pisze o polityce w różnym wymiarze. Po latach dopiero mi powiedział, że mu nie dawali, albo kazali pisać pod dyktando. Przez dwa lata mijaliśmy się z KK (tak często sygnował swoje teksty) w przelocie. Mówiliśmy sobie grzecznościowo „cześć”. Kiedy w 1991 roku zacząłem pracę w Zakładzie Obsługi Urzędu Wojewódzkiego, a Krzysiek przychodził tam służbowo, udało się nam czasami zamienić parę zdań. Skonstatowałem, że On ma poglądy zbliżone do moich.

W 1992 roku pisywałem o sporcie w północno-mazowieckiej mutacji, jedynego wówczas piszącego prawdę dziennika „Gazety Wyborczej” pod tytułem „Gazeta na Mazowszu”. Ciechanowską redakcją kierował z rekomendacji „S” Marek Szyperski (ur. 1963 r.). Oni poznali się z Krzyśkiem (1960 r.) wcześniej podczas pracy dziennikarskiej i zaprzyjaźnili. Był jeszcze fotograf Arek Gołębiewski (1968 r.). Wszyscy oni byli jeszcze kawalerami. I wreszcie ja, żonaty od 20 lat, z dwojgiem dorastających dzieci, weteran „Solidarności” (1947 r.). Popołudniami, a często nawet wieczorami, w redakcji przy ul. Zielona Ścieżka toczyliśmy zażarte debaty na temat przyszłości Polski. Bywało piwko. Czasami się nawet kłóciliśmy. Krzysiek z początku tylko słuchał, ale wkrótce włączał się aktywnie w dyskusje. Zawsze w spokojny i rzeczowy sposób.

Kiedy nadeszły czasy AWS, a ja zostałem rzecznikiem prasowym struktur wojewódzkich spotykaliśmy się z KK bardzo często, gdy obsługiwał konwencje wyborcze. A kiedy zostałem radnym miejskim z ramienia „S” i rzecznikiem prasowym starosty, bywało że co dzień. Zaprzyjaźniliśmy się. Miałem nawet spory udział w poznaniu przez Niego przyszłej żony Marysi. Byliśmy z małżonką na Ich weselu w Gołotczyźnie.

Ten okres naszej znajomości mogę podsumować tak: Krzysiek pracował w „TC” bo musiał. Natomiast stresy, których tam doznawał odreagowywał w gronie „naszej” czwórki. Coraz bardziej się przed nami odkrywał. Mówił, że nie może pisać tego co by chciał, ze mu przerabiają teksty, a niektórych nie puszczają. Ubolewał nad tym, bo to przedstawiało opinii publicznej Jego sylwetkę w krzywym zwierciadle. Na koniec jednak twierdził, że gdzieś trzeba pracować, bo w małżeństwie pojawiło się bardzo szybko dwóch synów.

Ja w 2002 roku na skutek groźnych chorób i powrotu koalicji SLD – PSL do władzy zostałem wyautowany z życia zawodowego i społecznego. Jednak pisywałem jeszcze do mediów. Z Krzyśkiem widywaliśmy się często. Z biegiem lat znosił swą izolację coraz gorzej. Dużo pisał, a zarabiał mniej. W macierzystej redakcji miał może dwoje przyjaciół? Myślę, że była to – Iza Koba i Krzysiek Jakubowski (mam nadzieję, że im nie zaszkodzę?). Ostatnimi czasy bojkotowano Go wprost za to, że nie przyłączył się do chorobliwej nagonki na rządzący PiS. Bowiem redaktor naczelny „TC” ma na tym tle szalejącą fobię. O czym by nie pisał to i tak kończy się na tej partii i wstrętnym „kaczorze”.

Tymczasem moje choroby się pogłębiają i rzadko wychodzę na powietrze. Zabiegany Krzysiek wpada do mnie w miarę możliwości. Raz, czasami dwa razy w miesiącu. Po nim też widać, że się starzeje i jest mu coraz trudniej w tej pracy. Użalamy się nad sobą i pokrętnym losem. Kiedy piszę swą książkę „Burzliwy romans z Solidarnością” mój Przyjaciel podejmuje odważną decyzję. Mówi: „Waldek, jeżeli będziesz o mnie wspominał, to napisz z nazwiska, że się nie utożsamiam z tym co reprezentuje moja gazeta”. Dodaje: „Ostatni na to czas!”. Tak też robię.

W drugiej połowie października dopada mnie koronawirus. Ledwie uchodzę śmierci. Rozprowadzaniem książki zajmuje się mój wierny druh z „Solidarności” Bogusław Dąbrowski. Pewnego dnia dzwoni i mówi, że książkę odebrał Krzysiek Kowalski. Po paru dniach do Niego dzwonię. Pytam: „Krzysiu, czytałeś?”. Zmęczony i nieswój głos odpowiada: „Nie. Jestem chory. Mnie też dopadł Koronawirus”. Ja, który mam się nieco lepiej mówię: „Będzie dobrze. Tylko nie idź do szpitala”. Po trzech dniach, bodaj w poniedziałek, dzwonię znów. Zmieniony głos i krótki oddech niepokoją. „Jestem w szpitalu. Musiałem. Nie mogę oddychać!” – słyszę z drugiej strony słuchawki i się rozłączam bo nie wiem co powiedzieć. To nasza ostatnia rozmowa…

Modlę się dwa razy dziennie. Obaj jesteśmy wierzącymi i praktykującymi katolikami. Jednak żadnymi dewotami. Z różnych stron docierają wieści. Złe. Krzysiek pod respiratorem. Przewieziony do szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie. Po pewnym czasie ze stolicy od Arka Gołębiewskiego dostaję najgorszą wiadomość. Krzysiek zmarł pół godziny temu! Szok. Przegrał tę nierówną walkę.

Mam nadzieję, że odszedł do lepszego ze światów. Wierzę też mocno, że nasze dusze się niebawem spotkają. Wtedy Krzysiu opowiem Ci swą książkę, bo znam ją na pamięć. Na pogrzebie nie byłem, bo uczę się od nowa chodzić. Ze zdziwieniem, wręcz z szokiem przyjąłem to, że po tragicznej śmierci Krzycha na łamach gazety nie zabrał głosu naczelny ani jego zastępca. Tak samo w kościele. Przecież przepracował u nich przeszło 30 lat! Mogę to tylko spuentować urywkiem pieśni – Przemysława Gintrowskiego z czasów stanu wojennego: „…Od nienawiści i od pogardy uchroń nas Panie…”.

Ja żegnam swych Największych i Wiernych Przyjaciół moją własną parafrazą kilku słów pieśni śpiewanej poległym Żołnierzom Niezłomnym, bo choć nie walczyliśmy z bronią w ręku to patriotyzm był jedną z naszych zasad:

„Śpij Przyjacielu w cichym i ciemnym grobie

Niech się Rodzina i Polska ciągle śni Tobie.”

Do zobaczenia Krzysiu…

(Waldemar Nicman)

Legendarny przywódca ciechanowskiej „Solidarności”. Odznaczany przez Prezydenta RP i Prezesa Rady Ministrów – m.in. Krzyżem Wolności i Solidarności. Odznaczony Medalem „Za Zasługi dla Ciechanowa”. Od 30 lat współpracownik mediów lokalnych i regionalnych. Związany z PULSEM Ciechanowa od pierwszego numeru. Pasjami czyta książki – nawet po kilka tygodniowo.

Waldemar Nicman

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

Wiktoria Lukowska Wiktoria Lukowska

0 0

Strona 19
Krótkie, ale niesamowicie treściwe wspomnienie mojego Wujka Krzysia, poprostu Krzysia. Człowieka który nigdy nie wdawał się w konflikty i szanował każdego napotkanego człowieka oraz jego poglądy. Jednak odnosząc się do artykułu wierzył w wolność słowa i Wolność przekonań na które jak widać naczelny po 30 latach pracy w TC nie pozwalał. Czy wśród wszystkich piszących nie ma opinii że Papier wszystko przyjmie gdyż jest cierpliwy? Mam tylko nadzieję że przyjdzie mi kiedyś stanac twarzą w twarz z Panem Marutem, aby przekazać wszystko co uważam na jego temat ale też na temat tego jak można zmarnować sukces wielu ojców na który pracowali latami. A Panu Panie Waldemarze dziękuję za to wspomnienie ale też za to że nie ma w niej deka strachu przed prawda. 22:50, 01.02.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

0%