Zima, nierówna kostka brukowa, dziura w jezdni, źle zabezpieczony remont, zapadnięta studzienka. W praktyce takie sytuacje zdarzają się częściej, niż mogłoby się wydawać. Jedna chwila nieuwagi albo po prostu pechowe postawienie stopy i kończy się to złamaniem, skręceniem, pobytem na SOR-ze albo uszkodzonym samochodem. Wielu poszkodowanych przechodzi z takimi zdarzeniami do porządku dziennego. Tymczasem nie zawsze jest to tylko nieszczęśliwy przypadek.
Jeżeli chodnik, droga, parking czy dojście do budynku były utrzymane w złym stanie, można rozważyć dochodzenie odszkodowania.
Najczęstszy błąd polega na tym, że ludzie najpierw idą do domu, potem do lekarza, a dopiero po kilku dniach zaczynają myśleć o dowodach. Wtedy śnieg jest już odgarnięty, dziura zasypana, płytka chodnikowa poprawiona, a świadków nie da się odnaleźć. Dlatego, o ile stan zdrowia na to pozwala, warto od razu zrobić zdjęcia miejsca wypadku. Nie jedno zdjęcie, ale kilka: z bliska, z dalszej perspektywy, tak aby było widać zarówno przyczynę upadku, jak i dokładną lokalizację.
Jeżeli ktoś widział zdarzenie, trzeba poprosić o numer telefonu. Świadek, który potwierdzi, że chodnik był oblodzony albo że w jezdni znajdowała się głęboka dziura, może później przesądzić o powodzeniu sprawy. Przy poważniejszych urazach dobrze jest wezwać policję, straż miejską albo pogotowie. Notatka służbowa często porządkuje sprawę i odbiera drugiej stronie możliwość twierdzenia, że roszczenie nie zostało udowodnione.
Równie ważna jest dokumentacja medyczna. Należy zachować wypisy ze szpitala, opisy badań, zalecenia lekarskie, skierowania na rehabilitację, recepty i rachunki. Odszkodowanie to nie tylko zwrot kosztów leczenia. Można domagać się także zadośćuczynienia za ból, cierpienie, stres, ograniczenia w codziennym funkcjonowaniu czy utratę możliwości pracy przez pewien czas. W poważniejszych przypadkach w grę może wchodzić również renta.
Osobną kwestią jest ustalenie, kto odpowiada za dane miejsce. I tu zaczynają się schody. Za chodnik przy drodze gminnej może odpowiadać gmina, za drogę powiatową powiat, za wojewódzką województwo, a za krajową odpowiedni zarządca drogi krajowej. Inaczej będzie z parkingiem pod sklepem, drogą wewnętrzną na osiedlu, terenem wspólnoty mieszkaniowej czy dojściem do prywatnego budynku. Tam odpowiedzialność może spoczywać na właścicielu, zarządcy albo firmie, której powierzono utrzymanie terenu.
Nie oznacza to jednak, że każde potknięcie automatycznie daje prawo do pieniędzy. Trzeba wykazać, że istniało zaniedbanie, że powstała szkoda i że między jednym a drugim zachodzi związek.
W praktyce zarządcy i ubezpieczyciele często bronią się argumentem, że poszkodowany powinien bardziej uważać. Niekiedy taki argument ma sens, na przykład gdy ktoś wszedł na wyraźnie ogrodzony teren robót. Ale bardzo często jest to jedynie próba obniżenia odpowiedzialności. Dlatego liczą się szczegóły: czy miejsce było oświetlone, czy przeszkoda była widoczna, jaka była pogoda, czy chodnik był odśnieżony, czy dziura była oznaczona.
Warto też pamiętać o czasie. Z dochodzeniem roszczeń nie należy zwlekać. Im szybciej zgłosimy sprawę, tym łatwiej zabezpieczyć dowody, ustalić odpowiedzialny podmiot i sprawdzić, czy istnieje monitoring. Po kilku tygodniach wiele z tych możliwości bezpowrotnie znika.
Wypadek na chodniku czy drodze nie zawsze jest spowodowany jakimiś zaniedbaniami. Ale jeśli doszło do niego dlatego, że miejsce było nieodśnieżone, dziurawe albo źle zabezpieczone, poszkodowany nie powinien zostawać z problemem sam. Prawo daje możliwość dochodzenia rekompensaty. Trzeba tylko wiedzieć, jak się do tego zabrać.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu pulsciechanowa.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz